
To historia zaczerpnięta z przypowieści biblijnych. Przez scenę przewija się więc i wdowa, i sędzia, i syn marnotrawny, i barany. Ale również bohaterowie zaczerpnięci z innych rzeczywistości - od Czerwonego Kapturka czy Janosika po cesarza na chińskim dworze. Historia zabawna, w której śmiejemy się z postaci, które dobrze znamy. Widzimy je obok siebie na co dzień, widzimy je, spoglądając w lustro. Poniekąd śmiejemy się z siebie. I jest to raczej śmiech życzliwy. (..) Przypowieści są pretekstem do satyry wcale nie wczesnochrześcijańskiej, ale jak najbardziej współczesnej. (..) Nie jest to kataret w dosłownym znaczeniu. Swoją formą zwraca się raczej w stronę teatru, zresztą w finale - już zepełnie na serio - wykorzystuje w pełni możliwości sceny Ruin Teatru. Jest to raczej komedia, groteska z udziałem chóru puentującego kolejne opowieści. (..) Parakabaret czy kabaret - zawsze pierwszym i ostatnim kryterium jego oceny jest śmiech publiczności. Sądząc po reakcjach widzów na premierze, ocena jest wysoka.

