
Siła wyrazu artystów przedstawiających cierpienie, nędze i katastrofy w przejmujacej choreografii była tak niezwykle dobitna, że projekcje video przedstawiające wojny i dyktatorów, były właściwie zbędne. Podobnie kiedy to z dźwiękiem siedmiu trąb przepowiedziana została wizja niebezpieczeństwa globalnej zagłady w postaci wojny atomowej, siła tej choreograficznej ekspresji nie wymagała już nawet dodatkowej projekcji obrazu grzyba atomowego na ekranie.
Chociaż właściwie to grad powinien spaść na głowę Jana Apostoła, to w sobotę wieczorem na Starym Rynku zamiast niego padał silny deszcz, który Pavla Juricę grającego postać Św. Jana przemoczył do suchej nitki. Właściwie to najgorsze, co może się przytrafić zespołowi teatralnemu grającemu sztukę na wolnym powietrzu, ale tego wieczoru nie było to wcale takie ważne. Widzowie siedzieli jak przygwożdżeni do ławek w piwnych ogródkach, obserwując jak ta inscenizacja właśnie dzięki temu deszczowi nabrała jeszcze mocniejszej siły wyrazu.





